RSS
poniedziałek, 12 listopada 2007
Nie krążą w kółko po mieście

Kierowca w niemieckim Aachen zgubić się nie może. Nie dość, że czeka na niego mnóstwo parkingów, to jeszcze są tablice, które mu podpowiadają, gdzie są wolne miejsca



Rano wyjeżdżam taksówką spod hotelu na ulicy Henrichesallee. - Co to takiego? - pytam taksówkarza Alego, gdy przyjeżdżamy obok dużych niebieskich tablic. - To tablice, które informują kierowców, gdzie i ile jest wolnych miejsc parkingowych - mówi. Są one umieszczone przed skrzyżowaniami, ale też na obrzeżach miasta, tak by kierowcy wiedzieli, gdzie mają jechać, by zaparkować auto. - Nie musi po mieście krążyć jak idiota, żeby znaleźć wolne miejsce na parkingu. O, widzisz, niedaleko dworca jest jeszcze wolnych 65 miejsc - dodaje Ali. Wzdycham, bo pomyślałem sobie wtedy o Rzeszowie, że u nas nie dość, że brakuje parkingów, to jeszcze trzeba godzinami jeździć po mieście, aby znaleźć skrawek wolnego miejsca.

Spod hotelu na parking dojeżdżamy w ciągu siedmiu minut. Nie krążymy wokół miasta. Przejeżdżamy dwie ulice i jesteśmy na miejscu. - A nie mówiłem, że będzie szybko i sprawnie - rzuca na "do widzenia" Ali.

Tablice, które informują kierowców, gdzie są wolne miejsca parkingowe, pojawiły się w Aachen pięć lat temu. - To nie był nasz pomysł, bo takie rozwiązania już funkcjonowały wcześniej w innych niemieckich miastach - mówi Rita Klosges z Urzędu Miasta w Aachen. - Uznaliśmy, że samo wyłączanie centrum z ruchu samochodowego, to za mało. Jeżeli auta już się pojawiają w pobliżu deptaków, na których obowiązuje zakaz poruszania się samochodami, to może trzeba jeszcze coś zrobić, by tych "przypadkowych" samochodów w okolicy było jak najmniej - dodaje Rita Klosges.

- Przypadkowych? - dziwię się.

- Tak. Dużo kierowców krążyło, żeby to miejsce parkingowe znaleźć. Tworzyły się korki. Żeby je rozładować uznaliśmy, że takie tablice będą potrzebne. Kierowcy mogli się wypowiadać na ten temat. Zbieraliśmy ich opinie. Nie pamiętam, żeby ktoś był na "nie" - mówi Rita.

Takich tablic na ulicach Aachen jest kilkadziesiąt. Dobrze widoczne, blisko świateł. Trudno ich nie zauważyć. Jak działa system? Na miejscach parkingowych są specjalne czujniki. Jeżeli auto odjeżdża, to do centrali systemu, którym zarządza miasto, wysyłany jest sygnał, że miejsce jest wolne i na tablicach automatycznie zmieniają się cyfry. Inwestycja kosztowała około milion euro.

- Trudno mówić o tym, by pieniądze się zwróciły, ale ważniejszy jest efekt. Mniej samochodów, więcej spacerowiczów, którzy chodzą po sklepach, robią zakupy, jedzą w restauracjach, zostawiają tam pieniądze, a właściciele lokali mają pieniądze i płacą regularnie podatki, a my możemy przeprowadzać kolejne inwestycje - mówią urzędnicy.

Idę przez Elisen, jedną z najbardziej ruchliwych ulic w Aachen. Taksówkarz Ali wypatrzył mnie. Zatrzymuje się. - Zapomniałem panu powiedzieć, że na parkingach wielopoziomowych też pan nie musi krążyć. Przed wjazdem na nie są zielone i czerwone światła, tak, by wiedzieć, na którym poziomie są wolne miejsca - dopowiada taksówkarz.

Miejsc parkingowych w Aachen są tysiące. Część parkingów jest prywatnych, część należy do miasta. Godzina parkowania kosztuje 30 eurocentów. Szok! W Rzeszowie na ul. Słowackiego - 2 zł. Wiele parkingów w Aachen jest podziemnych i wielopoziomowych.

Na ulicy Adalbert samochodów nie uświadczysz. Spotykam na deptaku 43-letniego Rolfa z torbą z zakupami. Uśmiecha się. Z zakupami idzie do samochodu, który zostawił na parkingu osiemset metrów dalej. - Chciało się panu przyjeżdżać autem na zakupy, by potem tyle iść na piechotę? - zagajam. - A jaki to problem? Nie rozumiem pytania - odpowiada. - To normalne. Nie muszę stawiać auta przed drzwiami do sklepu. Przecież parę minut mogę się przejść. Czyż nie? - dodaje.

Znów wzdycham, bo po raz kolejny przypomniał mi się obrazek z Rzeszowa, gdzie kierowcy stawiają auta, jak popadnie. Ja muszę tu stanąć, ja tylko na minutkę, usłyszałem, gdy kiedyś zwróciłem uwagę kobiecie, która zatarasowała chodnik, parkując pod sklepem z ciuchami. - To jest kwestia mentalności. Nie można myśleć jedynie o sobie. Postawisz auto byle gdzie, to od razu robisz bałagan - przekonuje mnie Rolf.

marcin.kobialka@rzeszow.agora.pl

11:01, marcin.kobialka
Link Komentarze (2) »
Przywiozłem pomysły na lepszy Rzeszów
- Na co wy się porywacie? Aachen, miasto dużo bogatsze i z taką historią, nie da się porównać do Rzeszowa - taki ton przeważał na forum „Gazety”, gdy wyjeżdżałem do tego miasta. Teraz wiem, że nie pieniądze i historia różnią nas najbardziej.

W 250-tysięcznym Aachen, tuż przy granicy belgijsko-holenderskiej, spędziłem dwanaście dni. To wystarczająco dużo, by dowiedzieć się, że aacheńczycy swoje miasto traktują jako coś swojego, identyfikują się z nim i nie mówią, że ich nie obchodzi. - Patriotyzm jest jak kostka brukowa - lekko wystający. Mój patriotyzm wystaje z czterech ścian - powiedział mi 50-letni Tom, którego spotkałem, gdy spacerował po rynku. Mówi o sobie „lokalny patriota". Co to znaczy? - pytam. - Że patrzę, co się wokół mnie dzieje, że nie dopuszczam do tego, by politycy robili coś wbrew woli ludzi - tłumaczy. - Patriotyzm to coś więcej niż adres, nazwisko, tradycja.

Żadna inwestycja w Aachen nie powstanie bez udziału ludzi. Tam rozmawia się z nimi, zaprasza na spotkania, w których biorą udział setki osób. Poczucie wspólnoty jest bardzo silne. - Bo to miasto jest nasze - mówią aacheńczycy. Przez te kilkanaście dni przeprowadziłem mnóstwo rozmów z ludźmi. Pytałem, co im sprawia przyjemność, ułatwia życie, daje poczucie szczęścia. Celowo wybierałem i takich, którzy nie będą mi podawali stanu swojego konta (notabene pytać o zarobki w Aachen to szukanie sobie wrogów). Ta przyjemność to dla nich zakupy w spożywczaku, gdzie kasjerka się uśmiecha, uporządkowane parki, masa ścieżek rowerowych i miejsc, gdzie ten rower można postawić, brak kolejek do lekarza, dobra komunikacja.

To co się w Aachen rzuca w oczy to uśmiech na twarzach ludzi i wzajemna życzliwość. - Skąd się to bierze - pytałem? - Przecież tego nie załatwią pieniądze?

- Pieniądze są dodatkiem, ważnym, ale nie najważniejszym - usłyszałem od młodego chłopaka. - Pomieszkasz tu chwilę i zrozumiesz - przekonywał mnie.

Pozytywne nastawienie do świata nie bierze się wyłącznie z dobrej woli. - Pomaga odpowiednia edukacja, przepisy i ścisłe ich egzekwowanie. Łatwiej też być życzliwym, jeśli określi się, co najbardziej uprzykrza życie mieszkańcom i zlikwiduje się problemy - wyjaśnia prof. Witold Orłowski z PwC.

Aachen świetnie rozwiązało problem z zakorkowanym centrum, bardzo dobrze wykorzystuje wody geotermalne. Piesi ze zrozumieniem i sympatią traktują rowerzystów, którzy są stałym obrazkiem w mieście Karola Wielkiego. Nie brakuje magicznych miejsc, gdzie można wyskoczyć na spacer czy randkę.

W ciągu kilkunastu najbliższych dni chcę Wam opowiedzieć o tym, że kierowca w Aachen w poszukiwaniu miejsca parkingowego nie jeździ godzinami po mieście, dlaczego miastu tak bardzo zależy na współpracy z uniwersytetem, dlaczego studenci dużo czasu poświęcają nauce i bynajmniej nie wynika to tylko z tego, że tak ich ciągnie do książek. Ale opowiem też o malkontentach, którzy potrafią bez przerwy narzekać na pogodę i brak ładnych dziewczyn na ulicach.

Tematów jest bardzo dużo. Niech będą one inspiracją do dyskusji i sporów o nas i naszym mieście. Łamy „Gazety” są otwarte na Wasze polemiki, komentarze, pomysły i doświadczenia z innych miast. Razem sprawmy, by Rzeszów stawał się miastem bardziej przyjaznym i otwartym. Bo naprawdę ta przepaść między Europą Zachodnią nie jest już tak duża. Ta przepaść niekiedy siedzi w naszych głowach. Otwórzmy je. marcin.kobialka@rzeszow.agora.pl 

10:59, marcin.kobialka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 listopada 2007
Walka ze sprzętem i czasem
Tak, tak. Macie rację, długo mnie tutaj nie było. I nie bynajmniej z lenistwa, z nieróbstwa, tylko z powodów technicznych zamilkłem. Internet w hotelu działał jak chciał, więcej zjadłem nerwów, żeby z siecią się połączyć. Wyrywałem sobie włosy z głowy, a przecież kolejnych godzin nie będę marnował na walkę z internetem, bo terminy mnie goniły, ludzie czekali, a spóźnić się na spotkanie w Aachen nie jest w dobrym tonie. Ach, ta niemiecka punktualność! Ostatnie dni w Aachen były wyjątkowe - widziałem obiekty, w których studenci rozkręcają swoje firmy, parki, gdzie ludzie biegają, jeżdżą na rowerach, umawiają się na randki, w słoneczne dni (a nie jest ich dużo w roku) rozpalają grille. Niedługo spotkamy się na "papierze" Gazety. Opowiem o życiu studenckim, o centrum miasta i o tym co się tam dzieje, co ułatwia życie, co komplikuje. Choć wróciłem z Aachen, to nie oznacza, że nie mamy juz dyskutować. Dzięki temu będę się starał pewne rzeczy szerzej opisać. Co myślicie o tym, by w Rzeszowie były automaty do biletów, a pasażerowie wchodziliby z biletami do autobusów przednimi drzwiami? Zatrudnianie "kanarów" byłoby zbędne. Da się to u nas? A może przed wjazdem do centrum miasta postawić znaki, które informowałyby, gdzie i ile jest wolnych miejsc parkingowych? A może stawiać barierki dla rowerów, tak by można byłoby dwa kółka postawić w dogodnym miejscu? Czekam na opinie marcin.kobialka@rzeszow.agora.pl
17:51, marcin.kobialka
Link Dodaj komentarz »