RSS
wtorek, 30 października 2007
Deszczowy poniedziałek

Od samego rana w poniedziałek Aachen pada deszcz. Dla wielu osób to właśnie jest pogoda aacheńska, czyli bardzo deszczowo o tej porze roku. Nawet policjanci z radiowozów nie wychodzą. Początek tygodnia i od razu w lokalach, kawiarniach robi się jakby bardziej pusto.

Byłem dzisiaj na granicy niemiecko-belgijsko-holenderskiej. Na wysokości 327 m n.p.m. z pełnym rozmachem działają kapitalne restuaracje. Dla dzieciaków do zabawy jest przygotowany zielony labirynt, plac zabaw. Pogoda nie rozpieszczała, więc nie mogłem spojrzeć na panoramę miasta, bo na przeszkodzie stanęła potworna mgła. Po przejechaniu Aachen można nie zauważyć jak się wjeżdża do przygranicznego miasta holenderskiego Vaals. Kończy sie jedno miasto i od razu zaczyna się drugie. Dawne budki strażników granicznych zostały zamienione na sklepy.

Studenci aacheńskiego uniwersytetu, którzy mają pomysł na "życie" mogą zakładać firmy - na korzystnych warunkach - w ogromnym centrum technologicznym. Czekają na nich pomieszczenia biurowe, sale konferencyjne. W takim centrum działa kilkadziesiąt firm, a takich centrów jest parę. Studenci to mają gdzie rozwijać skrzydła. Co ciekawe podczas wielu rozmów z tymi, którzy zamierzają firmy otwierać, mają zakaz chwalenia się na zewnątrz swoim pomysłem, by ktoś im go nie "ukradł".

Największy szpital w Aachen - Uniklinik - należący do uniwersytetu przypomina rafinerię. Kształcą się w nim przyszli lekarze. W środku szpital wygląda jak laboratorium kosmonautyczne. Niektórzy twierdzą, że sam obiekt jest nabrzydszym obiektem archiktonicznym w Aachen, a Akwizgrańczycy z krwi i kości pukają się w czoło i się zastnawiają, kto dopuścił taki projekt do realizacji.

 

  

00:06, marcin.kobialka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 29 października 2007
Weekend w mieście Karola Wielkiego
Chwilę mnie nie było, ale małe problemy z netem i człowiek czuje się jakby mu rękę odjęło (paranoja). Sobotę poświęciłem na zwiedzanie Aachen. Popełniłbym największy grzech, gdyby nie odwiedził katedry, będąc w tym urokliwym miasteczku. Polecam, obiekt przepiękny, kawał historii. Rynek i centrum miasta w Aachen w sobotę tętni życiem. Muzyka, masa ludzi, ciężko się przepchać. Choć niemieckie miasta słyną z czystości, to zaskoczyła mnie mała ilość koszów na śmieci. Są jedynie popielniczki przy ławeczkach, ale samych koszy na śmieci naliczyłem się na palcach obu rąk. Niemcy mają wpojone do głowy, że papierków na ulicę po prostu się nie wyrzuca. Z tą czystością to też chyba jednak przesada. No, nie jest też tak, że wszystko błyszczy. Owszem, kamienice są odnowione, chodniki czyste, ale spokojnie można zobaczyć walające się gazety. Pewna osoba mi powiedziała, że niemiecka czystość, dokładność, precyzja to już przeszłość. Mają ją w głowie tylko starsi Niemcy, młodzi nie są tak już "wrażliwi". Chciałem też sprostować, bo w poprzednich wpisałem podawałem, że na aachenśkim uniwersytecie wprowadzono niedawno opłaty za studia (500 euro za semestr), a wcześniej nauka była za free. Wcześniej płaciło się, ale mniejsze pieniądze (około 150 euro), ale w tej kwocie student miał m.in. bilet semestralny. Może na nim jeździć autobusami i pociągami do Kolonii, przygranicznej Holandii, czy Belgii. Ale im dobrze! Aachen w niedzielę nieco pustoszeje. Generalnie mniej ludzi na ulicach, sklepy pozamykane, ale nie jest też tak, że nic się nie dzieje. Obok katedry trafiłem na kiermasz - ciekawe zastawy stołowe, pamiątki, ubrania, które są raczej małodostępne w sklepach, by nie powiedzieć, że w ogóle. Aacheńczycy to kochają. Pomijam już zupełnie masę koncertów, imprez kulturalnych, które odbywają się przez weekend. Przeglądając lokalne gazety na pewno można trafić na coś "dla siebie". To, że niemal każde miejsce w Aachen da się wykorzystać turystycznie i komercyjnie przekonałem się, gdy pojechałem na Górę Lousberg. Można oglądać panoramę miasta. Ale to nie wszystko. Na tejże górze jest kilkunastometrowa wieża, na której szczyt można wjechać windą. A zgadnijcie, co tam jest? Kawiarnia, która powoli się obraca i można z niej podziwiać panoramę miasta. Bardzo ciekawe. A w kawiarni też tłumy. Ktoś pomyślał, pewnie sporo pieniędzy władował, ale efekt genialny. W poniedziałek wybieram się na granicę niemiecko-holendersko-belgijską.
00:57, marcin.kobialka
Link Komentarze (1) »
sobota, 27 października 2007
Piątek w Aachen

Od godzin popołudniowych kawiarnie, resturacje są wypełnione ludźmi, którzy po pracy planują już jak spędzą wieczór. Studenci mają "swoją" ulicę w Aachen - to Ponstrasse. Knajpa na knajpie, do wyboru do koloru. Muzyka od disco po jazz. Z cudem graniczy znalezieniem wolnego miejsca w lokalu o północy.

Polacy w piątkowe popoludnie przychodzą najczęściej do jedynej w Aachen polskiej restauracji "Polonia", której właścicielką jest Agnieszka Scholz. Zjesz tam polskie gołąbki, żurek, czy zupę pomidorową. Z Panią Agnieszką rozmawiałem o tym, czy jest dla nie europejskość, patriotyzm, polskość. Naprawdę fantastyczna rozmowa. To co usłyszałem, przeczytacie w Gazecie już niedługo.

 

14:38, marcin.kobialka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 25 października 2007
Uniwersytet dla świeżej krwi

Tak, tak. Uniwersytet w Aachen, który kilka dni temu dołączył do elitarnej grupy najlepszych 20 uniwersytetów w Niemczech, charakteryzuje się tym, że wśród pracowników naukowych dominują młodzi ludzie. Jak chodziłem po poszczególnych katedrach, to po prostu ta młodość rzuca się w oczy. A jakie piękne kobiety.... Ach... Dowiedziałem się, że na uniwerku, pomijam profesorów, na uczelni można pracować góra 5-6 lat a potem radź sobie sam i zrób miejsce dla nowych-młodych. - Młodość na tej uczelni to podstawa - usłyszałem na korytarzach.

Jeszcze dwa lata temu studia na uniwerku były za darmochę. Od tamtek pory za semster płaci się 600 euro. Dla studentów, do przewidzenia, to nic miłego. Już nie jeżdżą tak chetnie na organizowane przez uczelnię wycieczki naukowe do Meksku, czy USA, bo na życie coraz mniej im zostaje. Mnie już wtedy w Aachen nie będzie, ale 9 listopada na uniwerku będzie Noc Nauki. Do północy wszyscy chętni będą mogli zaglądnąć do laboratoriów, niemal w każdy zakątek wydziałów. No prostu bajka! Czy któraś z rzeszowskich uczelni na coś takiego kiedykolwiek wpadła? Pomijam rzecz jasna Dni Otwarte, kiedy zaczynają się nabory na studia. Wszyscy to robią! 

 

23:49, marcin.kobialka
Link Dodaj komentarz »
Rowerowe szaleństwo

Kręcęnie pedałami to w Aachen codzienność. Rowerami śmigają po ulicach ludzie bez względu na wiek. Kierowcy nie patrzą na rowerowców jak na dziwaków i nie boją, że im porysują lakier. Wszędzie są ścieżki rowerowe, bardzo dobrze połączone. Przed reasturacjami, knajpakmi bez problemów mozna zostawić rower i nie bać się, że jak stracimy z niego oczy to za chwilę ktoś na gwizdnie dwa kółka, albo odkręci lampkę. Bardzo często można spotkać małe parkingi dla rowerów. W Rzeszowie to chyba nie do pomyślenia. Choć kto wie... Może w przyszłości i u nas takie rozwiązanie zadziała. Przecież my też mamy sporo ścieżek rowerowych.

 

 

 

 

 

My o fontannach myślimy, a w Aachen jest ich całe mnóstwo. Jeszcze się ich nie naliczyłem w centrum miasta. Można do nich podejść, dotknąć, niektóre są ruchome. Co chwilę ktoś podchodzi do nich z butelką, nalewa wody i bierze dużego łyka. Fontannami zachwyceni się Japońce. Koreańczycy i inni skośnoocy. Ustawiają się przy nich całymi wycieczkami, błyskają flesze. Pogoda dzisiaj jest bardzo jesienna. Słonca nie ma, zbierają się chmury, może popada.

13:03, marcin.kobialka
Link Komentarze (2) »
środa, 24 października 2007
Co przyniósł nowy dzień...

Aachenczycy nie tylko są oszczedni w słowach, ale bardzo późno w domach włączają światło... Dzisiaj rozmawiałem m.in. z przewodniczką Aachen... Super opowieści o magii tego miasta (nie tylko historia na to wpływa), o współpracy transgranicznej, o tym, Aachenczycy mają fioła na punkcie swojego miasta i krzywdy nie dadzą mu zrobić.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jestem w Aachen od dwóch dni, nie licząc poniedziałkowego wieczoru kiedy dotarłem do Aachen. Wiele już zobaczyłem. To, że centrum miasta jest praktycznie zamknięte dla samchodów, nie dziwi choćby z tego powodu, że uliczki sa tak ciasne (a jakie piekne), że kierowca nawet nie ryzykowałby, żeby tam wjechać.

Pewna osoba namówiła mnie test, czy nadawałbym się do życia w Aachen. Quiz "Autoportet zagranicznego Polaka". Siedem pytań, m.in. czy tęsknie za Polską, kim są moi znajomi w Aachen, itp. Co prawda nie byłem najlepszą osobą na taki quiz, ale próbowałem się wcielić w rolę Polaka, który mieszka w Aachen od dłuższego czasu. I co mi wyszło? Że właściwie to jestem między młotem, a kowadłem. A raczej wódką a zakąską. Sam nie wiem, czy sie zintegrowałem z niemiecką społecznością, bo z polską na pewno, tylko nie zawsze do tego się przyznaje. Jestem jak kot w worku - nie wiadomo, czy do mnie podejść i zagdać, bo nigdy nie wiadomo, w jakim jestem humorze. A ten zależny jest od tego, czy mi sie tutaj podoba, czy nie - a to się zmienia jak w kalejdoskopie.

Hmm... Pomyślałem - aż tak jest źle? Nie, nie... Ten quiz jest dziełem "układu"... Może trochę odpocznę...

19:10, marcin.kobialka
Link Komentarze (1) »
Co przyniesie trzeci dzień?

Od rana zimno w Aachen. Słonce pojawiło się tylko na chwilę. Pod oknami w hotelu, w którym mieszkam non stop jeżdżą "oczyszczarki" ulic. Niemcy niechętnie rozmawiają, nawet na pytanie o godzinę reagują zdziwiniem. Za chwilę biegnę do urzędu, by zobaczyć, jak petentów obsługują, potem do studentów się wybieram. Zobacze jak mieszkają, jak im się żyje. Nie mają też łatwo, bo mieszkania w akademiku  tak prosto nie można dostać (wreszcie coś "polskiego" - ha, ha). Znaczna część studentów mieszka w przygranicznej Belgii. Do dzieła!

Piszcie, komentujcie, podpowiadajcie!

marcin.kobialka@rzeszow.agora.pl  

11:08, marcin.kobialka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 października 2007
Aachen za dnia!

Aachen w ciągu dnia bajeczne...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Już trochę wiem o uniwerku, jak współpracuje z miastem i po co... Na ulicach tłumy obcokrajowców... Niemcy są - bylo do przewidzenia - oschli. Nawet na przystanku trudno z nimi pogadac, bo odwracają głowy. Dzisiaj główne ulice Aachen były zaśmiecone. Tak, tak. Nie pomyliłem się. W każdy wtorek właściciele sklepów, pubów, restauracji wystawiają na chodniki worki ze śmiaciami nagromadzone przez cały tydzien. Myliłby sie ktoś, kto by pomyslał, że miasto jest sprzatane tylko w nocy. We wtorek do godz. 12 widziałem "pomarańczowych" jak zasuwają. Polonia tutaj działa dość sprawnie, ale jakoś specjalnie się nie lubią, bo organizacji jest kilka. - Polska mentalność, czyli kopanie pod kimś dołków - usłyszałem od jednego polonusa. Dzięki za podpowiedzi, czego chcecie. Podsylajcie kolejne. Mam za sobą pierwszy dzien w pracy... Trzeba się natrudzić, żeby Niemca zachęcić do rozmowy... U paru Polaków zauważyłem, że jak w ogóle nie znają niemieckiego, to posługują się na migi, o ile ta druga osoba zna... Polak potrafi!

21:22, marcin.kobialka
Link Dodaj komentarz »
Pierwsze godziny w Aachen

Dotarłem do Aachen w poniedziałkowy wieczór. Yes, yes, yes...! A zapowiadało się, że będę w środku nocy, bo w Katowicach, skąd wyleciałem, były opóźnienia samolotów. Na szczęście było lepiej niż myślałem. Może wstyd się przyznać, ale leciałem po raz pierwszy w życiu. Trochę telepało, zawroty głowy, ale mniejsza z tym. Z Kolonii dojechałem szybką koleją do Aachen. Mijałem kolejne miejscowości, też na murach graffiti, tak jakbym nadal był w Rzeszowie. Różnice widać jednak na pierwszy rzut oka. To wszystko jest estetyczne, ma coś w sobie. Nie razi, nie odpycha, przyciąga. Jest w tym pomysł, na bylejakość nie ma miejsca. Tylko wzdychałem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dworzec PKP w Aachen to perełka. O czystości nie wspomnę. Niemal wszędzie informacje, jak dojść tu i tam. Nie trzeba mieć mapy przy sobie. Od razu myśl: - Czy w Rzeszowie turysta, który po raz pierwszy przyjeżdża do miasta i wychodzi z dworca, wie gdzie jest centrum? Może tylko pomarzyć. Natknie się co najwyżej na budki z zapiekankami (notabene, najlepsze w Polsce), które straszą swoim wyglądem. Nie narzekam już. Bo jestem w Aachen, by szukać inspiracji dla Rzeszowa. Po godzinnym spacerze po Aachen wydaje się, że o to nie będzie trudno. Co chwilę ktoś mnie mija na rowerze, nie widzę, by na ulicach kierowcy pchali się przed autobus. Ten porządek – ponoć – może mnie jeszcze wkurzyć – powiedział mi kolega przed wyjazdem. Na razie się myli. We wtorek spotykam się z niemieckimi i polskimi dziennikarzami, urbanistami, pracownikami naukowymi. Piszcie do mnie co chcecie się od nich dowiedzieć, co podkreślić, na co machnąć ręką. To początek tej podróży... Niech się zakończy burzą mózgów. Do dzieła! Nas też stać na taką europejskość. Nie tylko kasa o wszystkim decyduje! Podrzućcie mi ciekawe pomysły, podzielcie się opinią, doświadczeniem! aachenmarcin.blox.pl, marcin.kobialka@rzeszow.agora.pl

01:21, marcin.kobialka
Link Komentarze (3) »
niedziela, 21 października 2007
Marzenia o Rzeszowie znalazłem w Aachen

Reporter „Gazety” jedzie odkryć tajemnicę europejskości

Marzenia o Rzeszowie znalazłem w Aachen

Jak z Rzeszowa uczynić dynamiczne, nowoczesne, wygodne do życia miasto. Dyskutujmy o tym od dawna, ale ciągle drepczemy w miejscu. Podpowiedzi i inspiracji jadę szukać w niemieckim Aachen

Kiedy to czytasz, jestem w drodze do Aachen. Po co tam jadę? Zafascynowała mnie aktywność jego mieszkańców i ich umiejętność współpracy. Tyle się tam dzieje, a przecież to miasto niewiele większe od Rzeszowa. Leży przy granicy z Belgią i Holandią. Trochę na uboczu. Pomyślałem, chciałbym takiego ubocza dla Rzeszowa.

W czym tkwi tajemnica aktywności Aachen (może niektórym z Was lepiej znanego jako Akwizgran)? To miasto o przebogatej historii, która go nie zamyka, lecz otwiera. W cieniu słynnych średniowiecznych budowli rosną parki naukowe, firmy wysokich technologii. Mają jeden z najlepszych uniwersytetów w Niemczech. Wypracowali modelową współpracę biznesu, uczelni i ratusza. Z różnych stron Europy zjeżdżają do nich ludzie, by poznać te rozwiązania. A przy tym jest to miasto przyjazne mieszkańcom, świetnie zorganizowane i wygodne.

Pod Rzeszowem i Aachen drzemią wody geotermalne. Tam już od dawna je wykorzystują. Do Aachen zjeżdżają tłumy kuracjuszy. Kiedyś to się zaczęło, u nas też musi.

W ciągu roku więcej tam się dzieje niż u nas w ciągu pięciu lat. Chcę podejrzeć, jak tam się „zaraża" ludzi aktywnością. Dlaczego tam się da, a my mamy z tym kłopot? Jacy są ludzie w Aachen? O czym i jak myślą? Jak się zachowują, jakie mają zwyczaje, co jest dla nich ważne? Jakie mają marzenia i bez czego żyć nie potrafią?

Chcę zobaczyć zapracowanego naukowca, może sfrustrowanego urzędnika, a może też śmieciarza, który wstaje o 3 rano, żeby zdążyć do pracy i twierdzi, że innej roboty się nie chwyci.

Głowę mam pełną pomysłów. Wyciągnę od ludzi pasje, marzenia, co robią wieczorem, gdy nie mają grosza przy duszy (czy to możliwe?), gdzie się bawią, gdziechodzą na randki, znajdę magiczne miejsca. Podpatrzę studenta, jak sobie organizuje życie pozauczelniane, mamę, która wie, że jej pociecha po szkole nie musi się nudzić. Polaka, który mieszka w Aachen od 10 lat i twierdzi, że nie wróci do Polski, bo to prowincja, zakłamanie, zaścianek.

Wierzę, że odkryję ich tajemnicę. Po dwunastu dniach pobytu w Aachen nie przywiozę gotowej recepty na sukces, ale inspiracje, pomysły, które możemy wykorzystać, na pewno.

Nie jestem jedyny, który chce odkrywać to coś", co mają inni, a czego nam brakuje. 21 reporterów Gazety" wyjechało do europejskich miast szukać inspiracji, fantazji i tego czegoś". Chcemy przejrzeć się w lustrze, sprawdzić na jakiej drodze jesteśmy, dlaczego wciąż daleko nam do europejskiej jakości życia.

Po powrocie będę Wam opowiadał o tym, co zobaczyłem, co mnie zachwyciło, czy wyprowadziło z równowagi.

A przez cały czas możecie ze mną rozmawiać na blogu: http://aachenmarcin.blox.pl. Piszcie e-maile: marcin.kobialka@rzeszow.agora.pl. Dzielcie się ze mną doświadczeniami z Waszych europejskich podróży, fascynacjami, przemyśleniami. Liczę na Waszą pomoc i podpowiedzi. Niech to będzie nasz wspólny wyjazd, byśmy potem mogli zrobić burzę mózgów i wybrać z tych doświadczeń to, co najlepsze dla naszego miasta.

Marcin Kobiałka

marcin.kobialka@rzeszow.agora.pl

18:46, marcin.kobialka
Link Komentarze (1) »